Moje doświadczenia z protokołem Safe & Sound
autor: Nicola-Jane le Breton
Jest taka dziewczyna, z którą straciłam kontakt na prawie pięćdziesiąt lat. Miała wtedy jakieś osiem lat, siedziała w klasie w Boulder w Kolorado i opowiadała kolegom o swoim śnie, rozśmieszając wszystkich – czuła się tam jak ryba w wodzie wśród dwudziestu pięciu dzieci, jako jedyna Australijka w klasie, i była pewna, że to właśnie tam jest jej miejsce. Przez większość mojego dorosłego życia wracałam myślami do niej i zastanawiałam się, co się z nią stało. Jak mi się to w ogóle udało? Wydawało mi się niemożliwe, żebym kiedyś mogła być tak otwarta, tak pewna siebie, tak swobodna w grupie.
Bo gdzieś po tym wszystkim zaczęła się ukrywać. Pojawiła się trauma z dzieciństwa, a kiedy trafiłam do szkoły dla dziewcząt w Melbourne, czułam się jak kosmita na innej planecie – tak jakby wszyscy inni dostali scenariusz i nauczyli się języka, a ja nie. Udało mi się nawiązać jedną czy dwie bliskie przyjaźnie, jeden na jeden, ale w każdej grupie nie miałam pojęcia, jak się zachować ani co powiedzieć, i schodziłam na bok, milcząc. Często czułam się, jakbym stała dziesięć stóp za sobą, obserwując, jak gram w sztuce, której tekstu nigdy mi nie dano. Za mało. Za dziwna. Nie byłam jedną z nas. Te schematy mocno się utrwaliły i nosiłam je ze sobą aż do dorosłego życia.
Powiem to wprost, bo podejrzewam, że wielu z was, którzy trafiliście na ten protokół, dobrze to znacie: mam neurodywergencję i zmagam się z historią złożonej traumy (C-PTSD) oraz depresją, która ma swoje korzenie w tych wczesnych latach. Przez długi czas to, czego najbardziej pragnąłem – więź – było też tym, co kosztowało mnie najwięcej. Próbowałem wielu dróg, by do niej wrócić: szkolenie na nauczyciela jogi, lata terapii i praktykowanie Focusingu. Protokół Safe & Sound okazał się jedną z najprostszych i najbardziej zaskakujących z nich.
Co to w ogóle jest SSP
Protokół Safe & Sound to pięć godzin specjalnie przefiltrowanej muzyki, opracowanej przez neurobiologa dr Stephena Porgesa. Podczas gdy jego uzupełnienie, protokół Rest & Restore, działa na zdolność organizmu do głębokiego odpoczynku, protokół SSP oddziałuje na to, co Porges nazywa brzusznym szlakiem nerwu błędnego – odgałęzieniem układu nerwowego związanym z poczuciem bezpieczeństwa, więziami społecznymi i odczuciem swobody w kontaktach z innymi ludźmi. Muzyka jest tak filtrowana, żeby podkreślić częstotliwości ludzkiego głosu – mniej więcej w zakresie, w jakim ktoś łagodnie do ciebie mówi – dzięki czemu, zgodnie z tą koncepcją, sygnalizuje poczucie bezpieczeństwa układowi nerwowemu, który nauczył się oczekiwać zagrożenia.
Nie jestem naukowcem, a to nie jest artykuł naukowy – to po prostu historia jednej osoby. Zamiast więc snuć domysły o tym, jak i dlaczego to działa, po prostu opowiem ci, co się u mnie zmieniło.
Jak to się stało – jako odpoczynek
Szczerze mówiąc, na początku SSP nie zrobiło na mnie żadnego wielkiego wrażenia pod względem społecznym. Zaczęłam z tym w 2023 roku, kiedy szkoliłam się na nauczycielkę Focusingu, a to, co sprawiło, że dalej tego słuchałam, było o wiele prostsze: pomagało mi się zrelaksować. Włączałem to po południu i po prostu zasypiałem – w trakcie albo po – to była szybka droga do drzemki. Mój układ nerwowy, zazwyczaj napięty, pobudzony i ciągle w ruchu, łagodniał i się rozluźniał. W innym przypadku odpoczynek był dla mnie bardzo trudny, a to była jedna z niewielu rzeczy, które niezawodnie mnie rozluźniały. Na początku nawet przesadzałam, słuchając zbyt długo, aż mój nauczyciel delikatnie przypomniał mi, że mniej znaczy więcej. Przez wiele miesięcy myślałam, że SSP to właśnie to: piękny sposób na odpoczynek.
Kiedy jednak usłyszałam tę muzykę po raz pierwszy, obudziła we mnie wspomnienie, które powinno mi było podpowiedzieć, że dzieje się coś więcej. Znów byłam małym dzieckiem, zasypiającym na jednej z imprez moich rodziców – kołysana delikatnym szmerem rozmów, muzyki i głosów dorosłych wokół mnie, czując się całkowicie bezpieczna nawet wśród nieznanych mi ludzi. To było uczucie sprzed rozstania rodziców, sprzed tej traumy: pełne zaufania ciało dziecka, które po prostu wiedziało, że wszystko będzie dobrze. SSP w jakiś sposób przywróciło mi to uczucie na czas trwania jednego utworu.
Wychodzenie z ukrycia
Dopiero kilka miesięcy później – wtedy nawet nie słuchałem już SSP – usiadłem na sesję Focusingu i z ogromną radością zdałem sobie sprawę, jak wiele się po cichu zmieniło. Coś się zmieniło w tym, jak funkcjonowałem w świecie, zwłaszcza w pracy. Czułem pewność siebie, jakiej wcześniej nie miałem, i mogłem wejść do grupy i naprawdę zostań w moim ciele, podczas gdy wcześniej tak często miałem wrażenie, że patrzę z jakiegoś miejsca za sobą.
Kiedy wsłuchałem się w to, co czułem, obrazy pojawiły się same. Coś wyszło zza kurtyny na scenę – już nie tak bardzo bojąc się reflektorów. Coś, co było skulone i powstrzymywane, zaczęło się rozprostowywać i wychodzić naprzód, jakby część rośliny, która w dzieciństwie nie mogła się rozwinąć, w końcu otworzyła się, by poczuć słońce. Po całym życiu spędzonym z poczuciem, że jestem odmieńcem na uboczu, wyszłam z ukrycia.
Od tamtej pory zacząłem używać SSP w inny sposób – nie tylko po to, żeby odpocząć, ale też żeby się wyregulować. Zanim prowadziłem zajęcia albo sesję Focusingu jeden na jeden, słuchałem przez dziesięć czy piętnaście minut, a to mnie zarówno uziemiało, jak i otwierało: uspokajało niepokój, wygładzało ostre krawędzie i pozwalało spotkać się z drugą osobą w tym spokojnym, połączonym, brzusznym miejscu. To, co w innym przypadku zajęłoby mi czterdzieści pięć minut jogi, udawało mi się osiągnąć w pięć czy dziesięć minut.
Chwiejność i odnalezienie Williama
Potem nastąpiła przerwa. Przez kilka miesięcy nie miałam dostępu do programu i czułam, jak się cofam – ta nowo odkryta część mnie nie była jeszcze stabilna i zaczęłam się wahać: jednego dnia byłam otwarta i pewna siebie w grupie, a następnego znów pogrążałam się w starym dyskomforcie, nie znając już swoich kwestii. Brakowało mi tego. Zaczęłam szukać sposobu, żeby kontynuować, na który faktycznie mogłabym sobie pozwolić, przeglądałam fora i doświadczenia innych osób, i tak trafiłam na Williama Bolle’a – psychologa z Holandii. Po kilku mailach stało się jasne, że naprawdę mu zależy, więc zapisałam się na rok. W trakcie wymagającego projektu w pracy i szkolenia na praktyka Focusingu metoda SSP stała się dla mnie kotwicą – narzędziem regulującym, po które sięgałam, gdy czułam, że zaczynam się rozpadac.
W trosce o przejrzystość: po tym pierwszym roku William zaproponował mi kolejny rok darmowego dostępu do serwisu SSP w zamian za napisanie tej recenzji. Moje wrażenia i opinie zawarte w tej recenzji są wyłącznie moje.
Za kulisami i na scenie jednocześnie
Najnowsza zmiana nastąpiła, gdy dodałem RRP – protokół, który nie skupia się na więziach społecznych, tylko na głębokim odpoczynku. Sam SSP dał mi możliwość otwarcia drzwi i zbliżenia się do ludzi, ale dopiero połączenie tych dwóch dało mi coś trwalszego. Teraz wyobrażam to sobie jako bańkę, w której mogę usiąść i która otwiera się i zamyka według mojej woli – RRP to skorupa, w której mogę odpocząć, a SSP to drzwi, które mogę otworzyć na świat. To jakby być jednocześnie za kulisami i na scenie, a – co równie ważne – wiedzieć, kiedy nadszedł czas, by wycofać swoją sceniczną osobowość z powrotem za kurtynę. (O RRP i głębokim odpoczynku, jaki mi dał, pisałem w osobnej recenzji.)
Ta równowaga jest teraz widoczna wszędzie. Niedawno rozmawiałam z kobietą, która ma autyzm i bardzo ciężko jej w sytuacjach grupowych; rozpoznałam większość tego, co opisała, i powiedziałam jej, że ja też jestem neurodywersyjna. “Ale wcale tak nie wyglądasz” – powiedziała. “Jesteś taka towarzyska”. Jeszcze kilka lat temu takie zdanie byłoby nie do pomyślenia. Również mój mąż zauważa, jak bardzo zmieniłam się w towarzystwie w porównaniu z tym, kim byłam kiedyś. Obecnie korzystam z zasady SSP tylko raz lub dwa razy na dwa tygodnie, ale nadal jest to kluczowy element tego, jak utrzymuję równowagę między wycofaniem się a angażowaniem.
Jak to jest, gdy się tego słucha
W praktyce SSP nie wymaga od ciebie zbyt wiele. Słuchasz przez słuchawki nauszne z wyłączoną funkcją redukcji szumów, stopniowo zwiększając czas – na początku kilka minut, rzadko więcej niż około dwudziestu na sesję. Oficjalne zalecenia mówią, żeby siedzieć, a nie leżeć, żebyś nie zasnął; przyznaję, że ja się kładę, bo dla mnie to jest bardziej relaksujące, a ostatnio już nie powoduje, że zasypiam, tak jak to było na początku. Zajmij się czymś, co spokojnie pochłonie twoją uwagę, albo po prostu nic nie rób, a jeśli możesz słuchać w obecności zaufanej osoby lub zwierzaka, to tym lepiej. Najbardziej doceniłem ten niespieszny rytm – nie ma pośpiechu, żeby skończyć, ani kary za powolne tempo. W dni, kiedy wystarczyło kilka minut, to właśnie tyle wystarczało.
Szczere ostrzeżenia
Czasami wciąż czuję się jak kosmita, który właśnie wylądował z innej planety – zwłaszcza w nowych sytuacjach społecznych, które nie sprzyjają nawiązywaniu prawdziwych więzi. Ten schemat jest głęboko zakorzeniony i pewnie będę nad nim jeszcze pracować. To, co udało się osiągnąć dzięki SSP przez te wszystkie lata, odkąd zacząłem w 2023 roku, to złagodzenie tej intensywności i zapewnienie mi prawdziwych doświadczeń, dzięki którym czuję się swobodnie we własnej skórze wśród innych. Nie naprawiło mnie to ani nie zmieniło w kogoś innego.
SSP działa subtelnie i warto o tym wiedzieć przed rozpoczęciem. W moim przypadku zmiany ujawniły się dopiero później – w tym, jak bardzo sytuacja, która kiedyś była trudna, po cichu stała się o wiele łatwiejsza – więc jeśli liczysz na fajerwerki, możesz się rozczarować, ale jeśli potrafisz zaufać powolnemu przebudowywaniu wzorców, możesz, tak jak ja, być zaskoczony. Może to też wywołać stare sprawy, dlatego tak ważne jest, żeby budować to powoli, i dlatego warto mieć wsparcie oraz sposób na radzenie sobie z tym, co się pojawi.
Dla mnie tą praktyką towarzyszącą jest Focusing – delikatny, ucieleśniony sposób zwracania się ku moim wewnętrznym doświadczeniom z ciekawością, zamiast próbować je naprawiać – i nie chciałabym tego robić bez niego. Stabilne, przystępne wskazówki Williama sprawiły, że ten proces stał się czymś, czemu mogłam zaufać, a nie czymś, co mogłabym pośpiesznie przeprowadzić. Warto też pamiętać, że SSP to program oparty na słuchaniu, a nie leczenie medyczne – coś, co powinno towarzyszyć innej opiece, a nie ją zastępować.
Czy poleciłbym to?
Zrobiłbym to – szczerze i z rozwagą. Nie mogę obiecać, że to zadziała dla ciebie tak samo jak dla mnie, i byłbym ostrożny wobec każdego, kto twierdziłby inaczej. Mogę ci jednak powiedzieć, że metoda SSP pomogła kogoś, kto przez całe życie czuł się wyobcowany, wrócić do świata: poczuć się dobrze we własnym ciele wśród innych, wyjść zza zasłon, otworzyć się na więzi bez ryzyka, że straci przez to wszystko. To nie zmieniło mnie w kogoś nowego. Pomogło tej dziewczynie z sali lekcyjnej w Boulder – tej, która potrafiła opowiadać historie i czuła, że tu pasuje – znaleźć drogę z powrotem z ukrycia i stać się, choć trochę bardziej, tą, którą już była pod maską strachu.
Nicola-Jane le Breton jest pisarką oraz trenerką i praktykującą metodę Focusing. Mieszka w Rockingham w Australii Zachodniej. Pracuje jako „tworczyni opowieści społecznościowych” w organizacji Befriend, pomagając budować bardziej integracyjne i zżyte społeczności.
Brak odpowiedzi